czwartek, 14 maja 2020

Co można zrobić z pudełkiem po butach

   Lubię tworzyć coś ze starych rzeczy. Zawsze zatrzymuję pudełka po butach, bo to świetny materiał do przeróbek oraz schowek na różne przydasie. Pudła po obuwiu raczej nie są bardzo estetyczne, ale można poprawić im urodę poprzez obklejenie materiałem lub papierem.
   Początkowo pudełka miały być ozdobione materiałem, ale udało mi się kupić w bardzo okazyjnej cenie 5 zł, cały zeszyt pięknych ozdobnych papierów. Fajne wzory zadecydowały o tym, że wybrałam do obklejenia papier. Pracę zaczęłam od wymierzenia wysokości boków i wycięcia odpowiedniej długości pasków z papieru. Najpierw obkleiłam dłuższe boki, w ten sposób, że zachodziły nieco na krótsze, a potem krótsze boki. Pokrywę pudełka obłożyłam w całości  papierem tak, aby końce zachodziły na boki pokrywy. Wystające końce założyłam tak, jak przy pakowaniu prezentów i podkleiłam. Na sam koniec wymierzyłam wysokość boków pokrywy i obkleiłam je w taki sam sposób jak dół pudełka, tzn. zaczęłam od najdłuższego boku. I w ten sposób mogę się cieszyć estetycznymi pudełkami. Trzymam w nich nici do overlocka i parę innych rękodzielniczych gadżetów.
  Mam nadzieję, z mój opis komuś się przyda, a może nawet zachęci do własnoręcznie ozdobionego pudełka. Do klejenia można użyć każdego kleju, który jest przeznaczony do papieru i tektury. Czas wykonania pracy, w przeliczeniu na 1 pudełko, ok 20 minut, więc nie jest to zajęcie bardzo czasochłonne, a efekt jest prawie natychmiastowy. Można to robić patrząc jednym okiem na telewizor.


Małe nakłady pracy i środków, a fajny efekt.


Na koniec pochwalę się moim storczykiem Dendrobium, którego uwielbiam, bo i cudnie kwitnie, i pięknie pachnie. Mój kwitnie co chwilę, ostatnio zakwitł na przełomie grudnia i stycznia. Myślałam, że długo będę czekała na następne kwiaty, ale storczyk zrobił mi piękną niespodziankę. Uwielbiam takie niespodzianki :)).

środa, 22 kwietnia 2020

Przewodnik po maseczkach ochronnych

  Dawno nic nie dodawałam na bloga, co nie znaczy, że nic nie robię. Robię, ale tak jakoś bez ochoty i natchnienia. Pracuję zdalnie i prawdę mówiąc mam mniej czasu, niż gdybym pracowała normalnie. Z początku ucieszyłam się, że mogę w ten sposób pracować. Pomyślałam sobie, ze wyrobię wszystkie włóczki, wyszyję wszystkie zapasy materiałów, a tu klapa. Za nic nie mogłam się zabrać. Aktualnie robię na szydełku bluzeczkę z cieniutkiej bawełny i tak jak każdy, kto jest choć trochę obeznany z maszyną szyję maseczki. 
  Przetestowałam kilka modeli: te na wzór maseczek chirurgicznych, z jedną zakładką na środku, typu azjatyckiego i te anatomiczne. Dlatego pozwoliłam sobie na tym blogu odnieść się do tych modeli i podzielić swoimi obserwacjami.

Maseczki  z zakładkami.



Szyłam takie modele  z trzema zakładkami, na wzór chirurgicznych i takie jak na zdjęciu z jedną zakładką.  Jak dla mnie te są numer 1. Szyje się je prosto, szybko i przy prasowaniu taka zakładka sprawia o wiele mniej problemów. Przede wszystkim po praniu wygląda estetycznie. Moje maski składają się z 3 warstw. Pierwsza to bawełna, druga flizelina i wierzchnia spodnia dosyć gruba włóknina ze starych zapasów. Maseczki mają wyprofilowany nosek, dzięki wszytemu drucikowi. I to jest strzał w dziesiątkę, bo takie wyprofilowanie poprawia komfort noszenia maseczki. Gumki okrągłe 3 mm,  jak na razie sprawdziły się u mnie doskonale. Maseczki można prać w gorącej wodzie i prasować, ale po warstwie bawełny. Włóknina nie alergizuje i nie podrażnia ciała. 

Maseczka typu azjatyckiego



Ten typ maseczki tak wygląda po uszyciu i złożeniu. Jak dla mnie bardzo dobry model, ale bardziej pracochłonny. Maseczka ściśle przylega do twarzy, można zrobić do niej prosty szablon z kartki papieru formatu A4. 


Tak wygląda maseczka od wewnątrz, w środku jest kieszonka na filtr.


Ta sama maseczka w pozycji bocznej.

Maseczka wyprofilowana.



Ten typ maseczki też spełnił moje oczekiwania. Dzięki wyprofilowanej części na nos i pod oczami, ta maska dosyć dobrze przylega, a jeśli wszyjemy drucik,  to przyleganie będzie jeszcze lepsze. Dla mnie jest ona komfortowa w noszeniu, dobrze przylega do twarzy. Moje maseczki składają się z trzech warstw. Wierzch i spód są z bawełny a środek z grubej włókniny.



Gumki są trochę grubsze, ale też się sprawdziły. Sam szablon jest prosty i szycie też nie sprawia kłopotów. Gumki można regulować poprzez ich związanie w  supełek, co zupełnie nie przeszkadza, przynajmniej przy krótkim chodzeniu. Niestety, ale nie zawsze trafi się z długością. Taką maseczkę można bez obaw prać i prasować po obu stronach.



Wnioski

  Maseczki trzeba nosić i już. Może to być sama bawełna, ale ja wychodzę z założenia, że im więcej tych warstw, tym lepiej... chyba . Potrzebujemy ich sporo, bo trzeba je za każdym razem zmieniać i prać, prasować, i prac i prasować, i tak w kółko. Dlatego będę je jeszcze szyła.

  Gdybym miała ocenić skalę trudności i pracochłonności to polecam maseczkę nr 1 z jedną zakładką na środku. Nie polecam szycia maseczek bawełnianych z trzema zakładkami z kieszonką na filtr - przy prasowaniu masakra. Przynajmniej ja nie mam do tego cierpliwości. A po kilku praniach, to jednak każdą bawełnę trzeba machnąć żelazkiem, bo takiego gnieciucha na twarz bez prasowania nie da się założyć ;))). Drucik na nosku jest bardzo przydatnym gadżetem. Ja użyłam drucika ogrodniczego, takiego zielonego, który kupiłam kiedyś Biedronce nawijany na małe szpulki. Można go łatwo ciąć i formować.

  No cóż, myjmy wszyscy ręce, odkażajmy i nośmy maseczki. Może niedługo nasze życie wróci do normy. Oczywiście te moje spostrzeżenia i rady na temat maseczek są tylko i wyłącznie moje, nie jestem ani medycznym autorytetem, ani wirusologiem ;)). 

piątek, 7 lutego 2020

Sweter z włóczki Everest

    Włóczka Everest należy do moich ulubionych. Mieszanka wełny i akrylu doskonale sprawdza się w odzieży przeznaczonej na jesienne chłody i zimowe mrozy. Pomimo tego, że wełny w tym wyrobie jest tylko 30 %, to według mnie jest to wystarczająca ilość, żeby dać miłe odczucie ciepła. 
   Sweter zrobiłam na drutach prostym ściegiem, bo delikatny czarnoszary melanż nie wymaga skomplikowanych wzorów. Całość robiłam na drutach nr 5,5, a ściągacze na drutach nr 5. Poza listwą z przodu sweterka, bo ona była dziergana od razu z przodem. Zużyłam prawie 3 motki włóczki. Sweterek jest zapinany pod szyję, cieplutki.  Przy tej grubości włóczki dzianina szybko schodziła z drutów. 
     Kolory swetra są idealnie dobrane. Czerń jest delikatnie rozjaśniona szarością. Dzięki temu sweter nie jest za ciemny ani  za pstrokaty. Może być elementem eleganckiej kreacji jak i takiej na co dzień. Wszystko zależy od dodatków.



Oprócz melanżu widoczne są pasy, które układają się w zupełnie dowolny sposób. To mi się podoba najbardziej w tego typu włóczkach.



 Tydzień temu tak kwitł mój ciemiernik. Te cudne kwiatki kwitną nawet w zimie, oczywiście pod warunkiem, że jest ona odpowiednio ciepła 😉.